Zapamiętane sytuacje

Była to akcja po pierwszym respie
Team Dwójka(2óch snajperów)CHINY rozstawił się na zakręcie dróżki
(patrząc od naszej bazy to w lewo)
Powracający martwi z 1st cav. nie mieli optymistycznych wieści „ nie utrzymacie tych pozycji długo”
No nic – trzeba spróbować – bardziej otwartego kawałka nie było w tym gąszczu

- zostajemy- rozwidlona gruba brzoza i pofałdowania terenu dają nam dobrą osłonę – tylko od frontu-ale zawsze – na pierwszą chwilę wystarczy- może zdążą nadejść posiłki.
Nie musieliśmy długo czekać na przeciwnika.
W szkłach naszych lunet ukazała się niewielka kolumna 3-4 ech ludzi(zielone opaski)zmierzająca dróżką w naszą stronę - i to dość nieostrożnie.
Ponieważ snajperem jestem dopiero na drugiej dużej imprezie(mój kumpel był tu pierwszy raz jako snajper) serce zabiło szybciej i głośniej – pojawiły się myśli „Jezu jak strzelę to mnie zmasakrują kolejni – dlaczego oni jeszcze do mnie nie strzelają, przecież ja ich mam na wyciągnięcie ręki- nie widzą nas jeszcze" – strzeliliśmy prawie jednocześnie - dostali

- nie ma czasu na radość, walka dopiero się zaczęła.
Teraz nadeszła chwila o której myśli zapewne każdy początkujący snajper(SPRĘŻYNIAK) „ czy zdążę przeładować , wziąć kolejnego wroga na celi i strzelić zanim mnie zasypią kompozytem „
Zdążyliśmy - bez zastanowienia drugi strzał w rannych – już wyjmują czerwone szmaty, ale tam za nimi ktoś się kręci – „ matko znów trzeba przeładować – żeby tylko zdążyć” - i strzał
– jakieś słowa niezadowolenia (być może ktoś dostał w bolesne miejsce- przepraszamy, strzelaliśmy w stojących za trupami , a trupom radzę odwracać się plecami do wroga) – dwóch zabitych zniknęło – reszta – okazało się ,że jest ich jeszcze co najmniej 2-3ech - przez chwilę próbuje nas wyłuskać strzelając z dróżki , ale my znów zdążyliśmy przeładować i salwa – wróg się rozbiegł do oskrzydlenia nas.
W tym momencie powinniśmy zakończyć akcję i wycofać się na inne upatrzone pozycje(takich nie mieliśmy – teraz już będziemy mieli:) )
Pierwszy zszedł z pozycji mój kumpel (będący za mną kilka metrów do tej pory) niestety ja na jego słowo „osłaniam” nie zareagowałem i postanowiłem zostać jeszcze chwilkę – mój kumpel przypłacił to trafieniem i wyeliminowaniem z walki. Ja cofnąłem się za gęstwinę jakiś cienkich gałązek- nasłuchiwałem jak wróg nadchodzi .
Odgłosy dochodziły z za krzaczorów przy dróżce i od mojego tyłu- czyli od torów – mogłem jeszcze czekać , ale nerwy puściły i użyłem boczniaka (mp5) do najbliższego celu (5-7metrów) i szybko przypłaciłem to wyeliminowaniem mnie z walki przez kompanów postrzelonego– ostrzelany cel został niestety uleczony chyba(już nie pamiętam).
Tak zakończyła się pierwsza nasza wspólna akcja – która zapadnie na dłużej w mojej pamięci i dzięki której wyciągniemy wnioski na przyszłość.
Po kolejnych respach nauczyłem się ,że zasuwanie jako snajper w pierwszej linii nie ma większego sensu

(team został rozdzielony przez respy) zacząłem chodzić tam gdzie ja uważam ,że wróg się pojawi – i tak też było

Wymiana ognia miała miejsce niedaleko torów w miejscu gdzie rozpięte były taśmy biało czerwone wyznaczające wschodnią granicę poligonu.
Wypatrzyłem kilkuosobowy oddział – udało mi się jednego ustrzelić – natomiast strzelając do kolejnego(jego głowy) już niekoniecznie(później się okazało ,że wyczyszczenie lufy spowodowało konieczność skręcenia celownika w dół o 2x 360stopni obrotu wieżyczki)
Niestety w tym momencie moje strzały przenosiły – wstać nie było mowy by celować pod cel .PO kilku próbach trafienia sam stałem się ofiarą snajpera – piękny kulasek między oczy

.
Następne co zapadło mi pozytywnie w pamięci to walki o tamę/most – tu zanim schodziłem trafiony udawało mi się już wyjąć jednego w porywach do trzech nieprzyjaciół .
Po akcji odbicia tamy/mostu już po wysadzeniu – jak się okazało przez wojsko Chin

- (znam z opowiadania : Pakistańczycy rzucili granat rozpryskowy który nie wybuchł – nasi ludzie wzięli granat wyjęli petardę która nie wybuchła i wsadzili zdaje się przydzieloną petardę przez orga – która zastępowała silny ładunek wybuchowy

i rzucili w stronę nieprzyjaciela po drugiej stronie tamy i tak tama została wysadzona

- nie pomogły tłumaczenia, że to granat był tylko - poszliśmy na otwartą przestrzeń.
Tu miałem dwie fajne sytuacje:
1. gdy po ustrzeleniu ostatniego broniącego zarośniętego nasypu niedaleko wioski(naprzeciwko mostu środkowego) zaczęliśmy z tego miejsca ostrzeliwać najbliższy parawan od północnego wschodu – jeden nawiał na górkę a drugi ostrzeliwał się – wiaterek wiał porywami od zachodu i był kłopot z trafieniem w cel wielkości głowy – ponieważ wróg nie zamierzał się wycofać i za często nie wyglądał zacząłem się wstrzeliwać w parawan – pewnie to ośmieliło wroga , który stwierdził ,że w parawan to owszem trafię ale nie w głowę -
zaczął się wychylać na dłużej i umożliwił mi wykonanie kilku strzałów z tym ostatnim trafieniem – poprawka na wiatr wynosiła mnie więcej 1-1,5metra .
Tu chyba po raz pierwszy wydałem z siebie okrzyk radości – oczywiście potem posiłki z mostu środkowego wykurzyły nas i wybiły.
2. gdy już przed końcem weszliśmy na P2 – nasi szturmowcy zalegli za parawanami, a ja zacząłem wyszukiwać celów nieco dalszych – no i upatrzyłem grupkę wrogów na górce na zachód od P2(tej największej) Zobaczywszy że mam przewagę zasięgu wycofali się do lasu na południe od góry – pozostał tylko jeden gość , który zaczął się ze mną droczyć .
On stał na wysokości górki , a ja znajdowałem się za parawanem najdalej wysuniętym patrząc od strony wschodniej w kierunku górki(nie wiem ile to było ) ale trochę było bo lobem do nas od nich nie dolatywało nawet z górki.
Otworzyłem ogień – gość zaczął maszerować raz w prawo raz w lewo i informował mnie jaką mam zrobić poprawkę i gdzie spadła kulka

-było to wkurzające ale i mobilizujące

Pomyślałem sobie ,że mu nie odpuszczę:)
Na chwilę musiałem się wycofać , gdyż mag się przyciął- po wymianie i doładowaniu wróciłem do opisanego wyżej parawanu

Tym razem z pozycji leżącej otworzyłem ogień – stojący tam cały czas gość lekko się spiął i zaczęliśmy znów zabawę:)
Nie pamiętam ile strzałów oddałem do ruchomego celu – ale ten ostatni strzał pamiętam jak bym go oddał przed chwilą

:):)
Poprawka na wiatr w prawo jakiś 1metr poprawka na odległość 0,5-1metra w górę(wiatr z północnego zachodu) – Trafiony gość na chwilę zesztywniał a ja wydobyłem z siebie przeraźliwie głośny dźwięk radości

!:) .
Po chwili podeszliśmy do siebie – ja , nie dowierzający jeszcze odebrałem gratulacje i wyrazy uznania za headshota z tej odległości(dokładniej policzek).
Po tym wydarzeniu zajęliśmy górkę – ale po ostrzelaniu nas z lasu pięknymi lobikami zakończyliśmy właściwie rozgrywki – była już 15a

KONIEC

Zachęcam do podzielenia się własnymi bezcennymi chwilami , sytuacjami.
Fresh